MotoProwansja

Bonjour 😉 Moja pierwsza podróż do Francji, pierwsza i zapewne nie ostatnia, lecz jakość nie wyrywam się aby tam wracać. Dlaczego?
Przeczytaj, co się wydarzyło w czasie mojej podróży motocyklowej przez Prowansję , a znajdziesz odpowiedź.
Zwiedzanie Francji zaczęliśmy od kurortu Chamonix, który można przyrównać do amerykańskiego Aspen. Ceny niczym dla szejków, w hotelach platynowe klamki, a na śniadanie croissant z szampanem. Po przejechaniu pół godziny drogi dalej, odjeżdżając od kurortów naszym oczom ukazuje się zupełnie inny widok. Jakby to ująć, „trąca myszą” 😉 jest szaro-buro, trawniki już nie tak dokładnie skoszone, część domów odbiega całkowicie od norm bogatego kraju jakim jest Francja. Po blichtrze kurortów narciarskich każdy inny region wydaje się być biedny. Nawet ludzie jacyś tacy mniej uśmiechnięci. Nie przyjechałam jednak do Francji aby siedzieć w Alpach, tylko po jaśmin, perfumy, klimatyczne miasteczka, zabytki, flamingi, morze i słońce.
Dotarliśmy do Nimes i już mały włos dzielił nas od wybrzeża, ale zanim dokonaliśmy ablucji w Morzu Śródziemnym przed nami kilka dni zwiedzania Prowansji. Musieliśmy zostać w Nimes na dłużej, więc wybraliśmy się na wybrzeże w poszukiwaniu flamingów. Wiele osób podróżuje do kurortów turystycznych, wynajmuje luksusowy hotel i cały tydzień swoich wakacji tapla się w basenie na dmuchanym flamingu. Ja jednak wsiadłam na motocykl i pojechałam na południe Francji, aby odnaleźć te dzikie, żywe flamingi. Wiem, że „plastic is fantastic” ale wybieram naturę. Jeździliśmy pół dnia po rezerwacie Camargue w poszukiwaniu flamingów i nic.

Znalazłam tylko stado łabędzi i białe konie. Z wycieńczenia i upałów panujących na wybrzeżu musieliśmy zanurzyć się w morzu.

Muszę Wam się do czegoś przyznać. Mianowicie cały ten wyjazd do Francji nie był podyktowany tym, że chciałam zwiedzić Prowansję w okresie kwitnienia lawendy. Szczerze mówiąc to nigdy byśmy tam nie pojechali na motocyklach w lipcu, ze względy na panujące o tej porze roku upały. Po prostu pół roku przed wyjazdem, chłopcy pod wpływem impulsu kupili kilka biletów na koncert Rammsteina do Nimes we Francji. Nie przepadam za Rammsteinem, więc nie chciałam iść na koncert, lecz okazało się, że nie wszyscy mogli przyjechać i w taki oto sposób musiałam pójść z chłopakami. Koncert sam w sobie był nieziemski, nie oczekiwałam nic, a dostałam niesamowitą dawkę emocji. Nie widziałam nigdy tylu świrów na raz i bawiłam się z nimi do rana.

Niezbyt lubię muzykę Rammsteina ale całe show, zrobiło na mnie tak duże wrażenie, że już planuje wybrać się na kolejny koncert. Atmosfera panująca w starym rzymskim amfiteatrze i efekty specjalne na długo zostaną w mojej pamięci, jaki i powrót do hotelu. Przed koncertem zamówiliśmy w hotelu taxi, która naliczyła opłatę za dojazd do hotelu, więc po zajęciu miejsca mieliśmy już rachunek 10€. Po koncercie zrobiliśmy sobie clubbing ze świrami, kiedy zaś opadliśmy z sił poprosiliśmy barmankę aby zamówiła nam taksówkę. Ona odparła, że po taksówki się nie dzwoni tylko trzeba iść na postój, który jest niedaleko dworca. Do dworca szliśmy 20 minut, a na taksówkę czekaliśmy w kolejce kolejne 45 minut.

Po koncercie nie pozostało nam nic innego jak poszukać prawdziwej Prowansji. Udaliśmy się do Avignion gdzie ulokowaliśmy się na polu namiotowym blisko natury i centrum miasta.

W Avignion uczestniczyliśmy w festiwalu sztuki ulicznej, czyli pokazów różnych sztuk teatralnych na wolnym powietrzu, niesamowite przeżycie. Lecz kolacja okazała się być porażką. Marcin zamówił lokalny przysmak, kiełbasę z pure ziemniaczanym. Okazało się, że ta kiełbasa składała się z podrobów i flaków, z zapachem przyprawiającym o mdłości, więc nie została zjedzona, a kosztowała 50 zł. Muszę dodać, że nawet trzy lokalne koty: biały, rudy i czarny z grubym ogonem odmówiły francuskiego rarytasu. Chociaż jeden dość długo się zastanawiał, był chyba bardzo głodny. Gdyby tego było mało na rynku w Avignion płaciliśmy za małe piwo 25 zł, cóż, nikt nam nie mówił, że Francja to tani kraj. Nie ma co narzekać, trzeba jechać dalej.
Udaliśmy się rzucić okiem na ikonę Prowansji Opactwo Abbaye de Sénanque wraz z XXII wiecznym klasztorem. W opisach mogłam wyczytać, że spotka mnie tam oszałamiający widok łanów kwitnącej lawendy okalającej kamienna zabudowania klasztoru. Była tam owa lawenda i klasztor, ale widok nie powalił mnie na kolana. Kolejno udaliśmy się bardzo krętą drogą do miejscowości Gordes, położonej na zboczu góry, z której oglądaliśmy wspaniałą panoramę na okolicę. Szybko jednak stamtąd uciekliśmy, bo oprócz widoku bardzo drogich domostw nic innego nie przykuło naszej uwagi.

Jechaliśmy dalej przez park narodowy Luberon w którym spodziewałam się zobaczyć sięgające po horyzont fioletowe języki pól lawendy. Jadąc w dane miejsce jestem zwykle dobrze przygotowana i wiem czego oczekiwać. Od Prowansji oczekiwałam zawrotu głowy od kwitnącej o tej porze roku lawendy. Wyszukałam w sieci informacje i mapy miejsc w których powinna rosnąć. Wsiadłam na motocykl i pojechałam tam. I co? Znalazłam może pięć albo sześć poletek porośniętych lawendą i poczułam się zwiedzona. Przecież Prowansja słynie z lawendy! Te wszystkie zdjęcia oraz filmy, które widziałam sprawiły, że już od dawna chciałam odwiedzić ten region świata, a okazuje się, że te piękne widoki to tylko malutki skrawek francuskiej ziemi. W ciągu trzech dni przejechaliśmy mnóstwo kilometrów i nie znalazłam tych kadrów, które mnie tam przygnały.

Ukojenie mojej podróżniczej duszy znalazłam jednak w przepięknych miejscowościach. Odwiedziliśmy niewielkie, spokojne miasteczko Roussillon, które już z daleka odróżniało się od innych, wyjątkową barwą. Na tych terenach ziemia jest bogata w związki żelaza, dlatego miasteczko jest ubarwione w odcieniach czerwieni. Bardzo miło spędziliśmy tam czas snując się wąskimi uliczkami, zaglądając w zakamarki i robiąc zdjęcia.

Kolejno pomknęliśmy dalej przez najbardziej urokliwe regiony Prowansji. Urocze wioseczki przyprawiające o szybsze bicie serca. Pofalowane ukształtowanie terenu sprawiło, że małe miasteczka i wioski zostały wybudowane na wzgórzach lub wzniesieniach. W każdej takiej miejscowości jest kościół górujący nad pozostałymi budynkami. Nierzadko obok kościoła można znaleźć mniej lub bardziej okazały zamek. Patrząc z daleka na taką bajeczną miejscowość wyobraźnia podpowiada różne scenariusze baśni, które mogły się tam kiedyś wydarzyć. Zwiedziliśmy kilka tego typu miejscowości: Lacoste, Lourmarin, Bonnieux, Glanum, Beuacerie i Tarrsascone.

Południowa Prowansja jest regionem rolniczym. Można znaleźć tam plantacje orzechów włoskich oraz oliwek, skoszone w lipcu pola przeróżnych zbóż i przepiękne pola słoneczników.

Nie mogę zapomnieć również o hektarach winorośli, a pomiędzy nimi wyrastają co jakiś czas malownicze winnice. Ponadto w prawie każdym z malowniczych miasteczek o których wcześniej pisałam, w zamkach są przeróżne wystawy sztuki. Dla ludzi ceniących sztukę jest to idealne miejsce aby pogłębiać swoją pasję.

Odwiedzając Prowansję musieliśmy zahaczyć Lazurowe Wybrzeże, opis którego możecie znaleźć w kolejnym wpisie.

Wskazówki dla zmotoryzowanych:
1. Kierowcy we Francji są bardzo uprzejmi dla motocyklistów. Puszczali nas w każdej sytuacji, czasami nawet wjeżdżając na krawężnik abyśmy mogli ich wyminąć
2. Pamiętajcie o dziwnych godzinach sjesty. Nasze polskie brzuszki już od godziny 14 wołają jeść. Niestety ale nie zdarzyło się nam zjeść normalnego obiadu, bo zawsze o tej porze była sjesta. Restauracje są normalnie otwarte, ale można się w nich tylko napić lub zjeść przekąskę np. sałatkę. Ciężko jest mi ustalić kiedy zaczyna się i kończy ta sjesta. Czasami trwa do 19, czasami do 17, czasami coś jest zamknięte cały dzień, bo akurat czwartki mają wolne.
3. Bardzo rzadko występują stacje paliw przy bocznych drogach. Jak już jakąś zlokalizowaliśmy dojeżdżaliśmy do niej na oparach benzyny i wtedy okazywało się, że jest zamknięta. Dystrybutory jednak są samoobsługowe i można zatankować płacąc kartą, bez problemu. Problemy pojawiają się wtedy, kiedy w trasie chciałoby się skorzystać z toalety albo napić się kawy.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*