Agadir

Większość turystów wybiera na wypoczynek w Maroko turystyczną miejscowość Agadir. Nie dziwie im się. Cały rok dobra pogoda na słoneczne kąpiele, piaszczysta szeroka plaża z łagodnym wejściem do morza. Ocean w tym regionie również świetnie nadaje się do uprawiania sportów wodnych, zwłaszcza kitesurfing. Do tego w miarę tanie połączenia lotnicze i niedrogie hotele oferujące wyżywienie all inclusive.

Mój pobyt w Agadirze był dwubiegunowy. Dni przepełniało słońce. Nieustanne spacery po plaży, przyglądanie się lokalnym ludziom bawiącymi się z dziećmi, zwiedzanie miasta i podziwianie panoramy miasta ze wzgórza panującego nad nim.

Góra ta krzyczy do lokalnych arabskim napisem „Bóg, król, ojczyzna”, niejako ogromny billboard przypominający co powinno być dla nich najważniejsze.

Odwiedziłam również port i zoo.

My Europejczycy jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych standardów, natomiast zwierzęta w agadirskim zoo wyglądały na chore, klatki były brudne i nieładnie pachniało. Nie chciałabym drugi raz czegoś takiego oglądać.

Za to można znaleźć niezłe restauracje zagłębiając się w serce miasteczka. Uwaga, na resztki czekają biedni ludzie z okolicy, co sprawia, że pyszny posiłek staje się niesmaczny. Mnie spotkała smutna sytuacja, kiedy to małe dziecko podeszło do stolika i prosiło o resztki albo chociaż coś do picia. Dla mnie to koszmar, nie jestem w stanie znieść takiego cierpienia ludzi a zwłaszcza dzieci.agadi Podróżując po świecie widzę mnóstwo biedy i są sytuacje, które dotykają mnie dogłębnie zwłaszcza to co wydarzyło się w agadirskiej restauracji.
Wracając do drugiej twarzy Agadiru. Mianowicie wieczory przybierały iście szatańskie barwy. Pamiętam do dziś smak „najlepszego haszyszu na świecie”, który w krótkim czasie ściął mnie z nóg. Mimo bardzo małej ilości oszukał moją świadomość. Na szczęście były ze mną koleżanki, które jakimś cudem panowały nad sytuacją. Zazwyczaj nie chodzę do klubów w czasie moich podróży ale tak samo jak z haszyszem nad oceanem, tak z wyjściem z hotelu nocą, byłam nierozważna. Klub znajdował się jakieś 100 metrów od hotelu. Droga w jedną stronę była przyjemna i bezpieczna, bo w końcu szłam w grupie ok 10 osób. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że nie ma w środku ani jednego turysty, co nie przeszkodziło nam w niezłej zabawie. Minęło może pół godziny i znalazłam się na parkiecie sama, oblepiona z każdej strony wzrokiem mężczyzn ubranych w galabije. Wychodząc w popłochu spotkałam kolegę, który z niechęcią odprowadził mnie do hotelu. Niby 100 metrów ale najadłam się sporo strachu. Po drodze mijałam jakiś dziwnych ludzi, chłopaków coś wykrzykujących w moim kierunku, hordy bezpańskich psów, których jest pełno bo islam zabrania ich zabijać a nie ma pieniędzy na schroniska. Następnego dnia kiedy przyszedł czas dalszej podróży spotkałam w hotelowym holu dwie przepiękne Marokanki. Jedna ubrana na zielono, druga na różowo. Mimo, że były ubrane w czadory nie miały zakrytych głów hidżabami i widziałam ich piękne włosy a na uszach ogromne złote kolczyki z diamentami. Do tego na nogach miały piękne szpilki w kolorze czadoru. Ręce opadały pod ciężarem złotych bransolet i pierścionków a wszystko okraszone mieniącymi się w słońcu brylantami. Siedziałam i patrzyłam na nie jak zaczarowana. Wśród biednych kobiet ubranych w stare, szare hidżaby, one wyglądały jak bursztyny na plaży, niesamowity kontrast. Wtedy postanowiłam, że kupie sobie na pamiątkę czador a gdzie najlepiej zrobić zakupy? Na suku w Marrakeszu, gdzie pojechałam jeszcze tego samego dnia.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*